Stanisław Filipek

     Druh Milke był wspaniałym człowiekiem. Pierwszy raz spotkałem go przy okazji organizowania w Polsce wizyty dzieci dotkniętych kataklizmem trzęsienia ziemi w japońskim Kobe. Wychowankowie Zespołu to wspaniali Polacy. Myślę, że to dzięki druhowi, który ofiarował im serce. Byłem      pod wrażeniem tego, jak druh przywitał Japończyków chlebem i solą. Jego harcerze specjalnie dla japońskich dzieci przygotowali koncert.
     Czasami opowiadał o przeżyciach obozowych. Wiem, że zaważyły one na późniejszym postrzeganiu przez niego życia i świata. Ale mimo tych makabrycznych wspomnień pozostał człowiekiem, który "potrafił zmienić kamień w drogocenny kruszec". Gdyby nie jego charyzma, tego zespołu by nie było. Mam nadzieję, że jego wnuk będzie kontynuował to niepowtarzalne dzieło.

Bogdan Rogalski (w Zespole 1967 – 1976)

     Nikt, poza najbliższą rodziną, nie był tak blisko druha jak ja. Współpraca nasza trwała 41 lat, w tym 20 lat to współodpowiedzialność za pracę i losy Zespołu.
     Byłem bardzo blisko druha, bo razem prowadziliśmy Zespół. Również obozy, na których rzadko miałem przespane porządnie noce, bo druh nocą miał najwięcej wizji, które musiał natychmiast skonsultować, omówić i zachęcić do wspólnej realizacji tych projektów. Miał talent do przyciągania ludzi do siebie. Ujmował ich szczerością zamiarów, celów. Nie było w tym krzty narcyzmu.
     Moja współpraca z druhem była chyba naszym przeznaczeniem. Wzajemne zrozumienie "zaiskrzyło" od pierwszej chwili. Miałem 11 lat, gdy przyszedłem do Zespołu we wrześniu, a za miesiąc, w październiku, śpiewałem partie solowe i tańczyłem w Sali Kongresowej w Warszawie. Jako starszy chłopak zacząłem rozumieć lepiej wszystkie poczynania druha.
     Druh Wacław nigdy nie robił sobie żadnej przerwy w tworzeniu i wymyślaniu. Obojętnie, gdzie się znajdowaliśmy, druh przedstawiał swoje wizje, opowiadał, co zrobimy. Pewnego razu nawet zaczął tańczyć na dworcu Centralnym w Warszawie. Jako dziecko uznałem to za pewien "obciach". Teraz bym dołączył.

Bożenna (Kaźmierczak) Strzelecka (w Zespole 1956 – 1963)

     W ostatnich tygodniach życia druha Wacława, wyjątkowo często czułam potrzebę rozmowy z nim. Kiedy więc tylko czas pozwolił, pukałam do mieszkania na Krótkiej, cierpliwie czekając na otwarcie drzwi      przez druhnę      Sabinkę.
     Przypominałam sobie nasze wcześniejsze rozmowy o wartościach, początków powstania Zespołu, wspomnień o ludziach, którzy odeszli. Oswoiłam się też z konkluzjami druha, gdy nie mógł zrozumieć dzisiejszej rzeczywistości : ... Bożena, ja się już kończę -mówił - ale pamiętaj Zespół i Stowarzyszenie, które założyliście muszą trwać, bo to wasz dom, wasze dzieciństwo i młodość, wasze dziedzictwo, które macie obowiązek przekazywać młodym. Nie pozwólcie, aby liczyła się tylko mamona. Bez bogactwa duchowego, człowiek jest słaby.....Pamiętam, jak w Gusen......
I tu następowały tak znane nam wspomnienia.
     Młode lata mojego pokolenia były raczej ubogie a codzienność nie obfitowała w oferty dostępne młodym dzisiaj. Dlatego też przynależności do "Dzieci Płocka" , była nobilitacją.
     Lata spędzone w Zespole dawały niezwykle dużo satysfakcji. Jakże jednak często poddawani byliśmy żelaznej dyscyplinie na próbach, szczególnie gdy prowadził je Zdzisiek Pankowski a później Zenek Dumowski. Ileż potu wsiąkało w nasze bluzki podczas koncertów w dużych salach czy w upalne dni, gdy wykonywaliśmy tańce rzeszowskie, oberka lub mazura.
Były to z całą pewnością lata , a wiem to nie od dziś, które naładowały nas dobrą energią na kolejne lata życia.
     Chłonęliśmy zespołową przygodę, ale, jak to wśród młodych bywa, oburzały nas decyzje druha i udział Zespołu w różnego rodzaju partyjnych uroczystościach. Teraz z perspektywy czasu wiem, że na tym polegała mądrość druha. Folklorystyczne bowiem koncerty były okazją do przemycania tradycji, akcentowania naszej polskiej tożsamości, do sączenia w nasze, i nie tylko, umysły elementów historii ojczystej.
     Przeżycia lat spędzonych w Zespole zaowocowały dla mnie osobiście niewyczerpanym kapitałem. Czerpałam z niego na życiowych zakrętach i czynię to do dnia dzisiejszego. To były najwspanialsze lata życia, za które dziękować będę dozgonnie Druhowi Wacławowi.

« Powrót