Kilka słów o druhu Wacławie Milke


     Wacław Milke urodził się 14 czerwca 1914 roku w Wyszogrodzie jako czwarty syn Rozalii i Ignacego Milków. Dzieciństwo i młodość spędził w rodzinnym mieście, którego atmosfera stała się źródłem jego zainteresowań artystycznych i pasji krzewienia duchowych wartości. Fascynacja literaturą, recytacja poezji, udział w uroczystościach patriotycznych rozszerzały jego horyzonty intelektualne i wyobraźnię.
     Po okresie ukrywania się i pracy konspiracyjnej został aresztowany 14 kwietnia 1940 roku i wywieziony do obozu w Dachau. Po kilku miesiącach przewieziono go do Gusen. Tu przetrwał 5 lat potwornej niewoli, głodu, bicia i lęku. Tu włączył się w obozową działalność konspiracyjną o charakterze kulturalnym. Organizowane przez niego tajne spotkania, na których śpiewano patriotyczne pieśni, recytowano poezję polską i utwory powstałe w obozie, były wielokrotnie wspominane później przez byłych więźniów jako pełne uniesienia i nadziei wieczornice.
     Do zdrowia po przebytym piekle obozowym wracał druh Wacław we Francji.
     Po powrocie do kraju w 1946 roku zamieszkał w Płocku. Nawiązując współpracę z harcerzami Liceum im. St. Małachowskiego, stworzył drużynę artystyczną, która stopniowo rozrastała się do wielkiego Zespołu. Jest to istniejący już 63 lata Harcerski Zespół Pieśni i Tańca "Dzieci Płocka". Już w latach 40-tych i 50-tych Zespół Milkego odnosił niebywałe sukcesy artystyczne. Liczne wyjazdy za granicę rozsławiały Zespół i Płock na świecie.
     Do końca życia druh opiekował się swoim ukochanym Zespołem "Dzieci Płocka", choć funkcje dyrektorów, choreografów, wychowawców przejmowali kolejno jego wychowankowie.
     Odszedł 8 maja 2008 roku. Miał 94 lata. Piękny pogrzeb, na który przybyło tysiące byłych i kilkaset obecnych członków Zespołu, uwydatnił, potwierdził jego piękne życie.


WSPOMINAJMY

Ks. Tadeusz Rutowski (w Zespole 1946 – 1948)

     W pewien jesienny wieczór 1946 roku w jednej z sal "Małachowianki" odbywała się narada druha Wacława Milke z kilkunastoma harcerzami, uczniami pierwszej licealnej. Tematem narady była nowa forma pracy w harcerstwie. Druh Wacław zaproponował utworzenie artystycznego kręgu starszoharcerskiego. Chętnie zgodziliśmy się. I to była prehistoria zespołu "Dzieci Płocka".
     I właśnie w ów wieczór druh Wacław wskazał kierunek naszych działań. Mówił o latach spędzonych w czasie wojny w obozie koncentracyjnym, o tajnej pracy społecznej, o więzi międzynarodowej, ogólnoludzkiej, o ideałach humanistycznych. Mówił o tym, że teraz po wojnie trzeba nadrabiać stracony czas i od razu wziąć się do pracy, aby samemu zdobywać i innym pomagać zdobyć pełne człowieczeństwo. Swoją osobowością i zapałem "chwycił" nas, rozpalił i uaktywnił nasze młode serca.
     Mianowicie mieliśmy urządzać imprezy przypominające o walkach Polaków o wolność, odtwarzać dawne zwyczaje ludowe, a także szerzyć idee braterstwa wielkiej rodziny ludzkiej, przychodzić z pomocą cierpiącym, potrzebującym.
     Bodajże pierwszymi naszymi występami zewnętrznymi były kominki harcerskie organizowane na terenie "Małachowianki", a później i na terenie innych szkół. W większej części inscenizacje te polegały na przypomnieniu pieśni z powstania styczniowego, listopadowego, czy z okresu ostatniej wojny. Próbowaliśmy odtwarzać zwyczaje kurpiowskie, topienie marzanny, lanie wosku, tańczyć kujawiaka, poloneza. W okresie zimy wędrowaliśmy ze "św. Mikołajem" po domach najbiedniejszych, by zostawić paczkę świąteczną, małą choinkę. Wchodziliśmy ze śpiewem i harmonią do szpitala czy domu starców. Pomagaliśmy chorym choć na chwilę zapomnieć o ich troskach i dolegliwościach.
     Silną motywację i niespożyte siły do pracy druh Wacław czerpał z dwóch źródeł : idee harcerskie i wiara Chrystusowi – nierzadko mówił, iż stała modlitwa pomagała mu przetrwać trudne chwile w obozie koncentracyjnym. Ogromną rolę odegrał w jego życiu krucyfiks, który przechowywał z narażeniem życia i z którym nigdy się nie rozstawał. Został wezwany do Warszawy i grożono mu rozwiązaniem Zespołu, jeśli nadal będzie uczęszczał na Msze Święte i nabożeństwa. Wtedy swemu rozmówcy pokazał ów krucyfiks, mówiąc, że dzięki niemu przeżył obóz i nie zdradzi Chrystusa za żadną cenę. Prowadzący rozmowę, widząc nieugiętą postawę druha zaakceptował dalszą jego pracę z Zespołem.

Maciej Zaborowski (w Zespole 1946 – 1949)

     Druha Wacława Milke poznałem jesienią 1946 roku po jego przybyciu do Płocka. Byłem już wówczas "zaawansowanym" harcerzem w wieku 17 lat, drużynowym 107 Mazowieckiej Drużyny Harcerzy w Radziwiu. Nie pamiętam pierwszego spotkania, ale utkwiła mi w pamięci jego łatwość nawiązywania kontaktu z młodzieżą, otwartość, typowo harcerski sposób bycia.
     Mile wspominam organizowane przez niego w stanicy kominki harcerskie, podczas których wygłaszał płomienne gawędy patriotyczne, "rozwijał skrzydła" oracji, co przychodziło mu z łatwością, oraz inicjował obrzędy ludowe.
Druh Wacław namawiał nas do zorganizowania zespołu tańca i pieśni ludowych. . Po latach okupacji byliśmy podatni na wszelkie propozycje przeżycia przygody a wizje takiej przygody druh Wacław potrafił pokazać w pięknych kolorach..
     Po latach, analizując tamte czasy i wydarzenia, dochodzę do wniosku, że druh Wacław, będąc amatorem i nie mając kontaktu z profesjonalistami, którzy mogliby, a także chcieli dzielić się swymi umiejętnościami z nieznanym wówczas prowincjonalnym animatorem kultury, podjął się pracy niezwykle trudnej i osiągnął znakomite rezultaty. A działo się to dzięki temu, że miał talent i nieprzepartą chęć tworzenia a także wiarę w celowość swych działań. Ale chyba niezwykle ważnym czynnikiem sprzyjającym był entuzjazm młodzieży "głodnej" wszelkich działań na polu kultury rodzimej.
     Pod koniec życia druh Wacław, a właściwie dla mojego pokolenia Wacław, często powracał pamięcią do początków tworzenia zespołu, do pierwszych organizowanych przedstawień, zwłaszcza do "Zapustów staropolskich". Podziwiałem jego żywotność i niezmordowany zapał służenia dzieciom, mimo iż stan jego zdrowia budził niepokój.
     9 lutego 2008 roku w Zespole zorganizowano spotkanie najstarszych grup Zespołu z seniorami, członkami drużyny artystycznej z końca lat 40., na które to zostałem zaproszony razem z Basią Śliwińską. Po spotkaniu zaproszony zostałem do mieszkania druha Wacława, było to dla mnie szczególnym wyróżnieniem. Słuchając, co do mnie mówi, odczułem, jakby druh wybrał mnie – przedstawiciela najstarszego pokolenia, aby przekazać swój "testament" artystyczny.

Czytaj dalej »